Od dawna jestem wielkim fanem gier RPG i nie mówię tylko o komputerowych w stylu Morrowind lub Baldurs Gate. Mówię o tradycyjnym RPG. Pamiętacie jeszcze coś takiego?
Moja przygoda z fabularkami zaczęła się 12 lat temu. Przez przypadek podczas wizyty u rodziny zobaczyłem na półce podręcznik do Warhammera. No i się zaczęło.
O ekipę do grania było już trochę trudniej, w moim mieście nie każdy przyznawał się do zainteresowania fantastyką i niewiele osób chciało poznać czym są gry fabularne. Do tego byłem jeszcze młody i nikt nie brał mnie na poważnie. Jedyną osobą która tak samo jak ja była zainteresowana tematem był mój najlepszy przyjaciel Łukasz. Razem chodziliśmy przez 8 lat do jednej klasy w podstawówce. Dzieliliśmy zainteresowania, jego także fascynowała możliwość przeżywania innego życia jakie dawały nam gry fabularne.
Tak jak napisałem zaczęliśmy od Warhammera, który był chyba najbardziej rozpowszechnionym na te czasy systemem w Polsce. Szybko jednak zwróciliśmy się ku bardziej nowoczesnemu systemowi jakim był Cyberpunk 2020. Z samym zdobyciem podręcznika do CP wiązała się niezła przygoda – urwanie się z zajęć i samodzielna podróż do stolicy pociągiem na Dworzec Wschodni w wieku 14 lat z dwoma stówami w kieszeni, które dla czternastolatka były majątkiem. No cóż, stare czasy.
Próbowaliśmy z Łukaszem dobrać jeszcze kilka osób do ekipy, ale zwykle kończyło się na jednej, maksymalnie dwóch sesjach. Graliśmy więc sami nie zwracając uwagi na innych, patrzących krzywo na nasze zainteresowanie.
Później przyszły czasy liceum, nasze drogi się rozdzieliły i mimo, że mieszkaliśmy dalej w tym samym mieście przyjaźń nie przetrwała. On poszedł swoją drogą a ja swoją. Poznałem innych ludzi, w tym ekipę grającą już kilka ładnych lat razem. Zaczepiłem się z nimi. Graliśmy głównie w trzecią edycję D&D, ale nie za często. Problemem był zwykle czas i chęci do gry.
A pózniej nagle wszystko się urwało. Chłopaki powyjeżdżali na studia, kontakt się urwał. Czas erpegów się skończył…
Dopóki przez przypadek nie trafiłem na grę w internecie. Tą grą był Cantr II.
W sumie to nie było trudno, znalazłem link na jednej ze stron katalogujących gry przez przeglądarkę. Szczerze powiedziawszy w pierwszej chwili gra mi się w ogóle nie spodobała – nie zrozumiałem na czym ona polega. Nie ma żadnej grafiki, sam tekst pisany przez graczy i mało skomplikowany interfejs. Szczerze powiedziawszy nic zachwycającego.
A jednak, po kilku miesiącach od momentu odkrycia gry uświadomiłem sobie jaki potencjał w niej drzemie. Nagle jej wady stały się zaletami. Brak grafiki zostawiał wielkie pole do popisu dla wyobraźni. Każda postać była kreowana dokładnie w ten sposób w jaki chcieliśmy. I na tym ta gra polega, na kreowaniu postaci, ponieważ za każdą z nich kryje się żyjący człowiek, nie ma żadnych tzw. NPC. Nie ważne czy rozmawiasz ze sklepikarzem czy wielkim podróżnikiem – wiesz, że za tą postacią kryje się żywy człowiek.
Według mnie Cantr II jest najczystszą formą gry fabularnej w internecie. Może nie wszystkim przypadnie do gustu ze względu na swoją prostotę, ale kiedy zrozumie się jej cel, wtedy zaczyna dawać wiele radości.
